Nie bądź taki Hop

2014-07-09 22.08.31AleBrowar jako kolejny postanowił wypuścić piwo zbudowane wyłącznie na polskim chmielu – jednym chmielu. Już wyrażałem swoje zachwyty wobec takiej idei przy okazji PLONa, pierwszego chyba w Polsce piwa (przynajmniej nowej fali) uwarzonego wg tej idei.

Im więcej jednak piw przez gardło me się przelało, tym ekscytacja coraz mniejsza. Prawda jest taka, że te nasze polskie chmiele to jakimś turbo aromatem nie powalają. I Hop Sasa (bo tak nazywa się ten single hop AleBrowaru) utwierdza mnie w tej opinii. Jest to piwo smaczne, owszem, ale trochę płaskie w smaku – daleko mu do rasowych piw spod bandery IPA (a za taką to piwo się ma: Polish IPA).

Piwa takie traktuję coraz bardziej jako ciekawostkę i fajną ideę, coraz mniej jako obiekt pożądania dla kubków smakowych. Być może jest to kwestia utrwalenia chmielowych aromatów w piwie – gdzieś spotkałem się z opinią, że to piwo – na świeżo, z kranu – było super. W butelce natomiast rozczarowało.

Myślę, że jeśli mamy podkreślać polski akcent w temacie piw, to powinniśmy iść raczej w kierunku Grodziskiego – typowo polskiemu rodzajowi piwa, który bardzo dobrze nam wychodzi, świetnie smakuje, jest bardzo charakterystyczny i idealny na lato.

Piwo po (prawie) krakowsku

2014-02-10 22.44.31Oto jest dzień, oto jest dzień, który dał nam wpis, który dał nam wpis! Komentować mojej aktywności na tym blogu nie ma już chyba większego sensu, także najlepiej jak przejdę do meritum ;]

Tym razem będzie o Pracowni Piwa, browarze rzemieślniczym z podkrakowskiej Modlniczki, który ostatnimi czasy mocno miesza na polskim rynku piwnym. Chciałem już o nich dawno napisać, ale dorwać ich piwo w butelce graniczy z cudem – jest jednak nadzieja, że ta sytuacja niedługo się zmieni.

Robią panowie piwa świetne, w stylach różnorakich. Że złocisty trunek stoi na najwyższym poziomie to jedno (a potwierdzają to tylko nagrody, które regularnie zbierają), ale podoba mi się w tym wszystkm konsekwencja i pomysł na cały ten biznes. Zaczynając od linii wizualnej, moim zdaniem bardzo udanej, poprzez świetne nazwy najczęściej nawiązujące do Krakowa (Hej Now, Cent Us, Like On Nick), kończąc na regularnie wypuszczanych nowych piwach powstałych z eksperymentów, kolaboracji, projektów itd.

O tym, że piwa są na prawdę dobre może świadczyć fakt, jak trudno je zdobyć – zwłaszcza w butelce. Mnie do tej pory udało się uchwycić tylko Smoked Cracow widocznego na zdjęciu. Gdy trafiają do sklepów to często jeszcze tego samego dnia znikają z półek. Owszem, browar nie wypusza dużych serii, poza tym głównie skupia się ne kegach, także do sklepów trafiają po 2-3 kartony. Co nie zmienia faktu, że piwo nie zdąży nawet dobrze zagrzać denka.

Kosztowałem większości ich produkcji, głównie w krakowskich pubach, bo tam łatwiej na nie trafić. Nie będę się tu skupiał na ocenie każdego z nich, nie wszystkie style były z tych, które lubię, więc tu ocenianie w ogóle byłoby z mojej strony bez sensu. Skomentuję tylko piwo ze zdjęcia – Smoked Cracow – ale w szerszym kontekście. Jest to piwo typu Grodziskie, styl ponoć typowo polski. Charakteryzują go przede wszystkim dwie rzeczy: wyczuwalny wędzony smak oraz niska zawartość alkoholu, co sprawia, że to piwo jest idealne na upalne dni, żeby je wciągnąć w kilku łykach, bez obawy, że zakręci się nam w głowie. Jak za wędzonym posmakiem nie przepadam (wędzonych serów –  z oscypkami na czele – unikam) tak w tym przypadku mi to nie przeszkadza. I stwierdzenie ‚nie przeszkadza’ chyba najlepiej oddaje moje wrażenia: nie jest to top moich ulubionych stylów, ale też go nie unikam – pewnie częściej sięgnę w gorące dni. Ogólnie jednak polecam skosztować, bo to zdecydowanie ciekawa odmiana w smaku piwa, która może przypaść do gustu osobom nie przepadającym za silnym smakiem goryczki w piwie. Prócz Pracowni Piwa (która z resztą nie ma tego stylu w stałej ofercie) piwo w tym stylu regularnie wypuszcza Pinta. Ponoć do produkcji ma też powrócić oryginalne Grodziskie (wskrzeszone przez browar Fortuna).

By jakoś podsumować ten wpis: Pracownia Piwa na samym początku bardzo mnie zachwyciła z paru przyczyn. Po pierwsze robią świetne piwa, po drugie robią te piwa blisko mnie, po trzecie są bardzo aktywni. Z czasem jednak trochę mój entuzjazm ostygł, głównie przez rozczarowanie dostępnością. Miałem nadzieję, że – z racji sąsiedztwa z Krakowiem – piwa z tego browaru będzie pod dostatkiem. Na razie jest wręcz przeciwnie, choć właściciele obiecują, że sytuacja niedługo się zmieni. Pozostaje cierpliwie czekać :)

PL is ON!

2013-11-09 00.32.27I znów cisza zagościła na czas długi, i znów wiatr hula, a kurz na wpisach siada… Pozostaje pogodzić się z tym faktem i cieszyć się z każdego zrywu – choćby takiego jak ten ;]

Od ostatniego czasu wiele piw przez moje gardło się przelało, wiele odeszło w zapomnienie, równie dużo pozostawiło miłe wspomnienia. Mam wrażenie, choć to chyba nie tylko wrażenie a fakt, że w polskim browarnictwie dzieje się mnóstwo ostatnimi czasy. Na tyle mnóstwo, że przestałem ogarniać i coraz więcej perełek mi umyka. I dobrze! (Że tak dużo oczywiście się dzieje 😉 )

Jedną z takich perełek jest piwo, którym właśnie się raczę popełniając tę notkę. Także recenzja gorąca jak moje majtki po 10 kilometrach :E PLON – to dzieło browaru Kormoran, polska wariacja na temat IPY (yesyesyes!). Szczerze powiedziawszy, jeśli chodzi o walory smakowe, to mojego serca specjalnie nie podbija to piwo. Jest to bardzo delikatna IPA, z lekkim aromatem sam-nie-wiem-jakim, ale przyjemnym dla języka. Jednakże sięgając po IPĘ nie tego się z reguły spodziewam. Mniejsza z tym – dużo ciekawsze są okoliczności powstania samego piwa. Otóż, chmielone jest ono wyłącznie jedną odmianą chmielu, naszego polskiego, na polskiej ziemi uprawianego i tamże zebranego! 😀 Chmiel, jak twierdzi producent, został posadzony (posiany? – nie wiem :E) jako odzew na straty polskich plantatorów chmielu spowodowane powodzią. Przy okazji Kormoran ogarnął swoją małą plantacyjkę i dwa lata później uwarzył to piwko :) Ważną (ponoć) informacją jest to, że piwo jest chmielone świeżymi, niesuszonymi szyszkami chmielu – może kiedyś będę wiedział co to daje, na razie wierzę na słowo etykiecie, że tym lepiej dla mnie ;]

Podsumowując – piwo poprawne, na pewno nie sięgnę po nie w sytuacji nagłej ochoty na konkret IPĘ, bo – jak dla mnie – jest zbyt delikatna. Domyślam się, że jest to efekt użycia tylko jednego chmielu, być może nie najintensywniejszego na świecie. Natomiast piję je ze smakiem i nie wykluczam ponownego zakosztowania, o ile Kromoran będzie kontynuował produkcję tegoż. Bardziej w tym piwie ujmuje mnie jego otoczka, historia. Podoba mi się to, że w Polsce powstają piwne projekty nie obliczone wyłącznie na zysk. Oby tak dalej, jak dla mnie Polska w temacie piwa jest zdecydowanie ON! :) (nie mylić z olejem napędowym :E)

Chmielem ich, mości panowie!

2013-08-09 00.06.46Dziś słów parę o piwie – klasyku, przynajmniej w moim małym piwnym mikrokosmosie. Choć powiedzieć klasyk o tym piwie to nie powiedzieć nic. Pinta – czyli browar, który warzy między innymi Atak Chmielu – to chyba pierwszy rzemieślniczy browar w Polsce z prawdziwego zdarzenia. A przynajmniej moja przygoda z polskimi piwami rzemieśliniczymi zaczęła się właśnie od Pinty – wtedy jeszcze z etykietą „made in MS Paint” (która z resztą miała swój urok).

Myślę, że nie skłamię jeśli powiem, że to właśnie Atak Chmielu otworzył mi oczy – a raczej kubki smakowe – na doznania piwne, o których wcześniej nie słyszałem. Wtedy – pijąc to piwo po raz pierwszy, drugi i pewnie i trzeci – nie miałem pojęcia jakiego jest ono gatunku, domyślałem się tylko, że musi być mocno chmielone (ciekawe czemu? ;]). Dopiero po jakimś czasie okazało się, że jest to .. no właśnie: IPA! A konkretnie AIPA, czyli American IPA.

Z piwami rzemieślniczymi jest jeszcze ta fajna sprawa, że jest robione w krótkich seriach. Chłopaki wynajmują na jakiś czas browar i tam warzą, warzą, warzą, aż nawarzą. Nie jest to jednak ciągła produkcja, więc warka warce nierówna. Czasem piwo wyjdzie lepsze, czasem ciut gorsze. I to naprawdę czuć. Jakiś czas temu, znając już dobrze Atak Chmielu, odkryłem Rowing Jacka – moją wielką piwną miłość. Wtedy Rowing był zdecydowanie lepszy od Ataku, więc w sumie zawsze miał u mnie pierwszeństwo i – wstyd przyznać – Atak poszedł trochę w odstawkę. Ostatnio jednak do sklepów trafiły nowe warki Ataku i Jacka, skusiłem się by zakupić po butelczynie każdej, i tym razem ten pierwszy zdecydowanie rozwala system.

Pozostaje się cieszyć, że w Polsce rynek piwny naprawdę świetnie się rozwija i jest w czym wybierać (nawet w moich okolicach całkiem niedawno powstał nowy browar rzemieślniczy!). A taka solidnie nachmielona IPA (czy tam AIPA) jest jak znalazł na upały, którymi ostatnio nas raczy pogoda (jedyne 37 stopni w dzień :|).

A tak wyglądała kiedyś etykieta Ataku 😀
Atak_Chmielu

Piwo grzechu warte

2013-06-18 23.25.20Muszę przyznać, że Dania coraz bardziej pozytywnie zaskakuje mnie jeśli chodzi o dobre piwo. Jeszcze parę miesięcy temu w ogóle nie kojarzyłem tego kraju z tematem złocistego trunku, a teraz – jeden browar w moim ścisłym top, drugi właśnie odkryłem – i znów pozytywne zaskoczenie.

A wyzwanie było nie lada, bo przyszło mi zgrzeszyć. I to zgrzeszyć z grubej rury, bo grzech z tych siedmiu głównych. Konkretnie obżarstwo. Trochę obżarstwo kłóci się tu z czynnością trochę inną, czyli piciem, ale – to piwo jest tak treściwe, że spokojnie można je podpiąć pod dobry posiłek!

Gluttony – bo tak nazywa się piwo, o którym piszę to Double IPA, czy – jak pisze o nim sam producent – Imperial IPA. Zawartość alkoholu jak w lekkim winie: 9,4%. Poziom goryczki na pewno blisko górnej granicy wyczuwalności. Czyli – jak dla mnie – pychota! 😀

Producentem jest – jak wspomniałem – duński browar o nazwie Amager Bryghus. Samo piwo jest częścią serii ‚The Sinner Series’, wg strony producenta wyszły dopiero 4 piwa z tej serii, ale chyba rzadko aktualizują swój site (ew. ja nie potrafiłem się tam odnaleźć, bo jest po duńsku :E), bo wg portalu Rate Beer, wszystkie grzechy główne zostały już popełnione. Chętnie bym pogrzeszył w przyszłości jeszcze, pytanie czy będzie mi to dane. Piwo drogą przypadku (‚ i jeszcze dwie IPY’) nabyłem u Marii i wdzięczny jej jestem za ten ślepy strzał.

Polecam fanom dobrego chmielowego uderzenia, a sam będę już świadomie szukał piw z marką Amager Bryghus na etykiecie.

Ministerstwo Chmielu

2013-05-09 23.06.50Pogoda w Polsce tej wiosny specjalnie nas nie rozpieszcza. Właściwie to dramatu nie ma, ale – jak to zwykle – leje wtedy kiedy nie powinno, a jak człowiek siedzi za biurkiem to ładuje pełnym słońcem. A teraz to nawet w tygodniu słońcem nie częstuje, ale – zwróćmy pogodzie prawdę – o tej porze roku bardzo często tak lało, leje i lać będzie (w naszej szerokości i długości geograficznej przynajmniej).

Podobnie było z tegoroczną majówką (ekstremalnie długą), zamiast majowego ciepełka, było zimno i mokro – standard. W związku z takim obrotem spraw zrezygnowaliśmy z jakichś większych wojaży i podjęliśmy dość – na pierwszy rzut oka – absurdalną decyzję: jedziemy do Poznania!

Pomysł okazał się nie taki głupi, bo: Poznania nigdy nie widzieliśmy, nie zanosiło się, żebyśmy w najbliższym czasie tam zawitali, w wakacje szkoda czasu na takie eventy. Poznań okazał się całkiem symatycznym miastem, które jednak idzie złazić w dwa dni, więc decyzja o spontan tripie tym bardziej okazała się strzałem w dychę.

Co więcej, trochę niespodziewanie dla mnie, wyprawa okazała się bogata w nowe piwne odkrycia. Po pierwsze: Poznań bardzo mocno browarami rzemieślniczymi stoi! I chwała mu za to. Co więcej, mają swoje Ministerstwo Browaru :) Miejsce, na mapie piwnej Poznania, kultowe. Początkowo sklep z piwem (coś jak nasza krakowska Maria), następnie pub i własna marka piwa: Minister.

Aż marka i tylko marka, bo jak się trochę później dowiedziałem, chodzi tylko o etykietę, nie stoi za tym własna rzemieślnicza praca. Piwo warzone jest w browarze Gościszewo, które wydaje światu takie piwa jak Naturalne czy Pils, a także służy AleBrowarowi za miejsce swoich piwnych eksperymentów.

Spróbowałem Ministra Ale (na zdjęciu), Pils (który chyba jest dokładnie tym samym co Pils lany w Gościszewie) i Pszeniczne. Wszystkie mi zasmakowały, nie wiem ile w tym było ekscytacji odkryciem, a ile faktycznego zachwytu smakiem, ale złego słowa powiedzieć nie mogę. Na pewno łba nie urywało, ale takimi piwami nigdy nie wzgardzę, a chwytliwa nazwa, fajna etykieta i historia związana z piwem tylko dodaje uroku.

Ministra polecam wszystkim, tak samo jak podróż piwnym poznańskim szlakiem, bo na Ministrze historia poznańskich odkryć się nie kończy. O czym być może wkrótce…

Fire in the hole!

2013-05-22 22.33.08Cuda się w Polsce dzieją. Nie dość, że coraz więcej ludzi, którzy piwo kochają, bierze się za jego tworzenie (i świetnie im to wychodzi!), to na dodatek nie konkurują ślepo ze sobą tylko przy okazji choćby urodzin wchodzą w kolaborację i tworzą kolejne cudeńka.

I tak właśnie pierwszoroczniaki Pinta i AleBrowar zainspirowane Piwoteką  postanowiły razem coś uwarzyć. Jedni sypnęli chmielem, drudzy wymieszali i w ten oto sposób zostałem zbombardowany piwem B-Day z rodzaju Weizen IPA.

Ale że jak?! Weizen… IPA… No way! Dwa gatunki, które ubóstwiam w jednej… butlece?! Wow. Naprawdę wow! Bo to smaczne jest. Choć powiem tak: jedna butelka to za mało. I drugi kufel w pubie również. Za mało i basta! Potrzebuję tego więcej żeby się wsmakować, żeby to wyeksplorować do najmniejszej jednostki! Bo, na chwilę obecną wiem tylko tyle, że mi bardzo smakuje taka mieszanka.

Chciałbym napisać, że to piwo trafia do mojego stałego repertuaru, ale wiem, że tak się stać nie może. Jako piwo okolicznościowe, pewnie zniknie szybko i nieprędko wróci. Pozostaje mi zgłębiać temat mariażu IPY i weizena – być może są inne równie dobre przypadki tej mieszanki smakowej.

A poza tym to w temacie browarów rzemieślniczych ostatnio tyle się dzieje, że tylko zacierać ręce (i płukać gardła). Jak mi mój słomiany zapał znów nie zgaśnie zaraz potym jak zapłonął, to postaram się coś skrobnąć na ten temat.

A na koniec wklejam jeszcze rewers etykiety, bo też zacny! :)

2013-05-22 22.39.29

Manufaktura mnie Pilsem poczęstowała

No cóż… nie zawsze musi być rewelacyjnie. Ale tragedii też nie ma, żeby nie było. Ot, kolejne piwo, kóre wypadało spróbować – nowinka – rzekła pani Maria, tym bardziej nie pasowało odmówić. Nawet sama ich strona potwierdza, że piwko nówka-nie-śmigane, bo na dzień dzisiejszy nie można go znaleźć w ich ofercie. Za co minus. Jak się ma stronę to się o nią dba (takie zboczenie zawodowe).

Strona mnie też oświeciła, że od tego producenta już piwa próbowałem. I w sumie doznania były podobne. Piwa te nie zagościły na stałe w moim repertuarze (np. Piwo Trzy Zboża czy Belfast).

Piwo uczciwe w smaku i recepturze, ale takie po prostu takie ‚o’, że nawet nie wiem co napisać (ponoć smak dla wielbicieli dawnego piwa – ale co to jest dawne piwo?). Niby gorzkie, bo mocno chmielone, ale trochę kwaskowate. Bardziej mnie smakowo irytuje niż zadowala (nie wierzę, że coś takiego napisałem). Co do samej etykiety to urzekł mnie opis: „(…) świetnie pasuje do potraw z grilla, jak również pieczonych mięs.” Także tego. Piwo i grill – no w życiu bym tego nie połączył. A samego opisu nie powstydziłoby się niejedno wino 😀

 

 

 

 

IPA pana Pelikana

Jako, że wciąż tkwię w zachwycie nad smakiem piwa spod znaku trzech liter I, P oraz A, to, kiedy mam tylko okazję staram się zakupić piwa spod tej bandery, których jeszcze nie smakowałem. I tak, do mojej standardowej formułki u Marii ‚i jeszcze dwie niemieckie pszenice’ dodałem kolejną: ‚i jeszcze jakieś dwie ipy…’. Takim sposobem wpadł w me ręce niebieski Nomad Pelikan, twór czeskich rąk, konkretnie rąk pracujących w Břevnovský klášterní pivovar sv. Vojtěcha. I to właściwie wszystko, co udało mi się znaleźć w sieci, autorzy piwa jakoś niespecjalnie chcą się chwalić swoim dziełem on-line. Inna sprawa, że jakoś intensywnie sieci pod kątem tej etykiety nie eksplorowałem, ale z reguły wpisanie nazwy piwka od razu daje jakieś w miarę konkretne wyniki.

Co do samego piwka, spoko IPA, jak dla mnie zbyt poszła w gorzkość, gubiąc swoje inne walory. Ale, póki co, jest to reguła wśród czesko-słowackich piw tego typu (kilka już piłem, ale oczywiście jeszcze wrażeń nie opisałem). Być może intencją twórców było pójście w goryczkę, bo nawet chwalą się na etykiecie indeksem gorzkości wyliczonym na 100 IBU.

Podsumowując, cieszę się, że spróbowałem, ale do mojego must-drink-from-time-to-time to piwo nie wskakuje. Jednakże jak ktoś mnie będzie częstował to nie odmówię 😀

I na koniec perełka: Comic Sans na etykiecie made my day (a raczej już night) :E

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Fuller’s – IPA z Sèvres

Jeśli w Sèvres miałby się znaleźć wzór IPY, to zdecydowanie powinna tam stanąć butelczyna od Fuller’s-a. Nie uważam się za specjalistę od tego rodzaju piwa, sądzę, że na razie jestem na etapie nauki połączonej z ogromną fascynacją. Jednakże, gdy pierwszy raz sięgnąłem po IPĘ (paradoksalnie sięgałem z dużym oporem, bo 10 zeta za butelkę piwa w Almie potrafi zniechęcić) spod bandery Fullersa poczułem się właśnie tak, jakbym pił wzór IPY. „Oto jest IPA”. Nie oznacza to jednak, że jest to najlepsza IPA jaką piłem ever. Nie, wciąż Jack jest u mnie numero uno. Ta IPA po prostu była taka, jaka ma być (tak jakbym wiedział jaka ma być…). Bardzo dobra, solidnie gorzka, konkretna, ale … trochę nudna i przewidywalna. Oczywiście nie miałbym nic przeciwko żebyśmy się z Fullersem mogli regularnie nudzić, póki co cena zdecydowanie odstrasza i daję się złamać tylko wtedy, gdy potrzebuję bardzo IPY, a zapasy dawno się skończyły.