Klęska urodzaju

b5nvq51tDawno mnie tu nie było. Nie, żebym zarzucił piwne degustacje – po prostu brakło ochoty, chwili, motywacji żeby coś tu poklepać, mniej lub bardziej sensownego.

Materiału przez ten okres przestoju zebrało się sporo, problem w tym, że ciężko odtworzyć wrażenia z degustacji po takim czasie.

Dlatego tym razem nie o konkretnym piwie, a o moich refleksjach o „piwnej rewolucji”, która już kolejny rok przetacza się przez Polskę.

Sklepów z rzemieślniczymi piwami powstało jak grzybów po deszczu, lepsze piwo można już kupić nawet w hipermarketach, a nawet w osiedlowych monopolach z rodzaju 24h, 7 dni w tygodniu.

I niby wszystko pięknie, ładnie… ALE! Średnia cena za butelkę piwa typu np. IPA to wydatek średnio 7 – 7,50 zł. To jest – umówmy się – bardzo dużo, jak na półlitrową, nie zawsze udaną, przyjemność. Rozumiałem te ceny kilka lat temu. Pierwsi rzemieślnicy raczkowali, mieli duże koszty produkcji, poza tym wszystko schodziło na pniu, bo lud stęskniony był lepszego smaku piwa. Obecnie jednak półki uginają się od piw. Rynek światowy spotyka się z niespotykanym do tej pory problemem, mianowicie niewystarczające zasoby chmielu (rewolucja piwna wybucha w co raz to nowych krajach). A ceny, zamiast spadać – stoją w miejscu, a wręcz rosną.

Mam nadzieję, że to wciąż okres przejściowy i rynek sam unormuje tę patologię. Jedną z pierwszych jaskółek być może jest fakt, że ekstraklasa polskiego craftu – Pracownia Piwa – zaczyna zalegać na półkach i trzeba przeceniać te piwa, bo kończy się ich termin ważności. Ludzie przestali się nabierać i nie mają ochoty płacić 7-8 złotych za butelkę 0,33 piwa produkowanego pod Krakowem. Z tę cenę (ew. dopłacając 1-2 złote) mam już piwa pokroju Brew Dog czy Mikkeller.

Sam ostatnio, uzupełniając piwne zapasy, częściej sięgam po czeskie lagery, których cena jest naprawdę sensowna i uczciwa (a do tego butelka jest zwrotna), rzadziej wybierając polskie crafty. Po prostu szkoda mi pieniędzy na projekty, które niekoniecznie muszą być udane. Jeśli już, to biorę kilka pewników (Pinta, AleBrowar, Artezan), plus jakiegoś jednego świeżaka – żeby jednak spróbować czegoś nowego.

Pozostaje czekać, aż ceny zaczną osiągać racjonalny poziom, sądzę, że przyzwoita IPA na poziomie 5 zł jest możliwa. A jeśli tak się nie stanie, to trzeba będzie w końcu zakasać rękawy i uwarzyć wreszcie pierwsze własne piwo – ponoć wysoko chmielone piwa nie są tak trudne 😉

Rowing Frog?

alebrowar-zabkaOstatnio na półkach żabki pojawiła się piwna ciekawostka: piwo Polski Chmiel. W smaku ponoć bardzo przeciętne (nie piłem osobiście), ale nie o smak się tu rozchodzi. Uwagę przyciąga design etykiety – jakby podobny do pewnego klasyka ze stajni AleBrowaru 😉

Wydaje mi się, że podobieństwo nie jest przypadkowe, z resztą nie jest to już pierwsza taka historia w wydaniu Żabki, jakiś czas temu skarżył ją producent Gniewosza (jak jak dawno nie widziałem Gniewosza na półkach?!) twierdzący, że Żabka podszywa się pod ich markę (podobieństwo też było oczywiste, ale sprawę Gniewosz w sądzie przegrał).

AleBrowar zapowiada, że rozważa wytoczenie procesu Żabce (a konkretnie producentowi piwa, który dla Żabki to piwo produkuje), jeśli ten nie zmieni etykiety. Druga strona z kolei udaje Greka i mówi, że nie wie o co AleBrowarowi chodzi – no klasyk ;]

A ja sądzę, że AleBrowar powinien potraktować to tylko jako ciekawostkę, a przede wszystkim potwierdzenie swojego sukcesu. Szkody na pewno ten ‚plagiat’ browarowi nie wyrządzi, bo grupy odbiorców piwa ‚made for Żabka’ oraz AleBrowaru są zupełnie inne. Taką akcją AleBrowar tylko przysparza rozgłosu temu wyrobowi piwopodobnemu i tylko podwyższy mu sprzedaż, bo znajdzie się pewnie wielu, którzy będą chcieli tego wybryku skosztować.

Piwo po (prawie) krakowsku

2014-02-10 22.44.31Oto jest dzień, oto jest dzień, który dał nam wpis, który dał nam wpis! Komentować mojej aktywności na tym blogu nie ma już chyba większego sensu, także najlepiej jak przejdę do meritum ;]

Tym razem będzie o Pracowni Piwa, browarze rzemieślniczym z podkrakowskiej Modlniczki, który ostatnimi czasy mocno miesza na polskim rynku piwnym. Chciałem już o nich dawno napisać, ale dorwać ich piwo w butelce graniczy z cudem – jest jednak nadzieja, że ta sytuacja niedługo się zmieni.

Robią panowie piwa świetne, w stylach różnorakich. Że złocisty trunek stoi na najwyższym poziomie to jedno (a potwierdzają to tylko nagrody, które regularnie zbierają), ale podoba mi się w tym wszystkm konsekwencja i pomysł na cały ten biznes. Zaczynając od linii wizualnej, moim zdaniem bardzo udanej, poprzez świetne nazwy najczęściej nawiązujące do Krakowa (Hej Now, Cent Us, Like On Nick), kończąc na regularnie wypuszczanych nowych piwach powstałych z eksperymentów, kolaboracji, projektów itd.

O tym, że piwa są na prawdę dobre może świadczyć fakt, jak trudno je zdobyć – zwłaszcza w butelce. Mnie do tej pory udało się uchwycić tylko Smoked Cracow widocznego na zdjęciu. Gdy trafiają do sklepów to często jeszcze tego samego dnia znikają z półek. Owszem, browar nie wypusza dużych serii, poza tym głównie skupia się ne kegach, także do sklepów trafiają po 2-3 kartony. Co nie zmienia faktu, że piwo nie zdąży nawet dobrze zagrzać denka.

Kosztowałem większości ich produkcji, głównie w krakowskich pubach, bo tam łatwiej na nie trafić. Nie będę się tu skupiał na ocenie każdego z nich, nie wszystkie style były z tych, które lubię, więc tu ocenianie w ogóle byłoby z mojej strony bez sensu. Skomentuję tylko piwo ze zdjęcia – Smoked Cracow – ale w szerszym kontekście. Jest to piwo typu Grodziskie, styl ponoć typowo polski. Charakteryzują go przede wszystkim dwie rzeczy: wyczuwalny wędzony smak oraz niska zawartość alkoholu, co sprawia, że to piwo jest idealne na upalne dni, żeby je wciągnąć w kilku łykach, bez obawy, że zakręci się nam w głowie. Jak za wędzonym posmakiem nie przepadam (wędzonych serów –  z oscypkami na czele – unikam) tak w tym przypadku mi to nie przeszkadza. I stwierdzenie ‚nie przeszkadza’ chyba najlepiej oddaje moje wrażenia: nie jest to top moich ulubionych stylów, ale też go nie unikam – pewnie częściej sięgnę w gorące dni. Ogólnie jednak polecam skosztować, bo to zdecydowanie ciekawa odmiana w smaku piwa, która może przypaść do gustu osobom nie przepadającym za silnym smakiem goryczki w piwie. Prócz Pracowni Piwa (która z resztą nie ma tego stylu w stałej ofercie) piwo w tym stylu regularnie wypuszcza Pinta. Ponoć do produkcji ma też powrócić oryginalne Grodziskie (wskrzeszone przez browar Fortuna).

By jakoś podsumować ten wpis: Pracownia Piwa na samym początku bardzo mnie zachwyciła z paru przyczyn. Po pierwsze robią świetne piwa, po drugie robią te piwa blisko mnie, po trzecie są bardzo aktywni. Z czasem jednak trochę mój entuzjazm ostygł, głównie przez rozczarowanie dostępnością. Miałem nadzieję, że – z racji sąsiedztwa z Krakowiem – piwa z tego browaru będzie pod dostatkiem. Na razie jest wręcz przeciwnie, choć właściciele obiecują, że sytuacja niedługo się zmieni. Pozostaje cierpliwie czekać :)

Chińska klątwa

fabulous-pugCóż – ponoć jest taka chińska klątwa: obyś żył w ciekawych czasach. Czy takich czasów dożyliśmy – nie wiem, ale w jednym aspekcie życia (przynajmniej mojego) w czasie obecnym zdecydowanie jest ciekawie.

Za specjalistę od piwa się nie uważam. Coś tam o piwie wiem, staram się – w miarę wolnego czasu – tę wiedzę sukcesywnie poszerzać, ale daleko mi do piwnych ewangelistów, którzy teraz brylują w internetach.

Jednakże, do niedawna, to co się działo w temacie polskiego rynku piwa ogarniałem bez problemu. Głównie za sprawą tego, że w tym temacie aż tak wiele się nie działo. Do czasu… W pewnym momencie coś pękło, coś ruszyło… i w 2013 obudziliśmy się w Polsce opanowanej przez browary rzemieślnicze, które atakowały premierami coraz to lepszych piw z częstotliwością strzału karabinu maszynowego. Jest to na pewno bardzo subiektywne spojrzenie, bo – przypuszczam – z perspektywy smutnego pochłaniacza pseudo-piwa zmieniło się niewiele. Jest tyskacz, jest leszek – jest dobrze. Ale ten ‚świat’ już dawno opuściłem i wracać do niego nie chcę nigdy.

I – żeby nie było – jestem tą sytuacją zachwycony! W takich ciekawych czasach to się odnajduję bez problemu :) Choć może trochę mi smutno, że nie jestem w stanie nadążyć za tym wszystkim, że w momencie, gdy wydaje mi się, że już jestem na bieżąco odkrywam, że w mojej okolicy od jakiegoś czasu działa nowy browar rzemieślniczy – i płodzi zacne piwka. Ale oby tylko takie ‚przykrości’ mnie w życiu spotykały, to będzie dobrze ;].

Postaram się w najbliższym czasie skatalogować te wszystkie perełki, bo szkoda, żeby wspomnienie o nich przepadło wraz z moją ulotną pamięcią, a nie wiem jak szybko uda mi się do nich powrócić przy tym tempie pojawiania się kolejnych piwnych nowości, które koniecznie trzeba przetestować.

A o tym, jakie to szczęście uczestniczyć w tej piwnej rewolucji (jako konsument oczywiście) przekonałem się w wakacje podróżując po Czarnogórze. Wspaniałm kraju, który jednak posiada tylko jeden (JEDEN) narodowy browar (co, pomimo tego, że kraj jest mniejszy od Małoposki, uważam za skandal) i jest to niestety typowy browar koncernowy. A o jakimś lepszym piwie można raczej zapomnieć…

Chmielem ich, mości panowie!

2013-08-09 00.06.46Dziś słów parę o piwie – klasyku, przynajmniej w moim małym piwnym mikrokosmosie. Choć powiedzieć klasyk o tym piwie to nie powiedzieć nic. Pinta – czyli browar, który warzy między innymi Atak Chmielu – to chyba pierwszy rzemieślniczy browar w Polsce z prawdziwego zdarzenia. A przynajmniej moja przygoda z polskimi piwami rzemieśliniczymi zaczęła się właśnie od Pinty – wtedy jeszcze z etykietą „made in MS Paint” (która z resztą miała swój urok).

Myślę, że nie skłamię jeśli powiem, że to właśnie Atak Chmielu otworzył mi oczy – a raczej kubki smakowe – na doznania piwne, o których wcześniej nie słyszałem. Wtedy – pijąc to piwo po raz pierwszy, drugi i pewnie i trzeci – nie miałem pojęcia jakiego jest ono gatunku, domyślałem się tylko, że musi być mocno chmielone (ciekawe czemu? ;]). Dopiero po jakimś czasie okazało się, że jest to .. no właśnie: IPA! A konkretnie AIPA, czyli American IPA.

Z piwami rzemieślniczymi jest jeszcze ta fajna sprawa, że jest robione w krótkich seriach. Chłopaki wynajmują na jakiś czas browar i tam warzą, warzą, warzą, aż nawarzą. Nie jest to jednak ciągła produkcja, więc warka warce nierówna. Czasem piwo wyjdzie lepsze, czasem ciut gorsze. I to naprawdę czuć. Jakiś czas temu, znając już dobrze Atak Chmielu, odkryłem Rowing Jacka – moją wielką piwną miłość. Wtedy Rowing był zdecydowanie lepszy od Ataku, więc w sumie zawsze miał u mnie pierwszeństwo i – wstyd przyznać – Atak poszedł trochę w odstawkę. Ostatnio jednak do sklepów trafiły nowe warki Ataku i Jacka, skusiłem się by zakupić po butelczynie każdej, i tym razem ten pierwszy zdecydowanie rozwala system.

Pozostaje się cieszyć, że w Polsce rynek piwny naprawdę świetnie się rozwija i jest w czym wybierać (nawet w moich okolicach całkiem niedawno powstał nowy browar rzemieślniczy!). A taka solidnie nachmielona IPA (czy tam AIPA) jest jak znalazł na upały, którymi ostatnio nas raczy pogoda (jedyne 37 stopni w dzień :|).

A tak wyglądała kiedyś etykieta Ataku 😀
Atak_Chmielu