Klasztorna IPA w sporej butleczynie

Przyznam szczerze, że nawet nie planowałem zakupu tego piwa. Co więcej, nie wiedziałem o jego istnieniu. Historia zaczyna się w krakowskim sklepie Maria (stronka właściwie dotyczy alkoholi mocniejszych, sprzedawanych na piętrze, ale adres ten sam), który jest moim najszerszym wciąż oknem na piwny świat. Sklep ten jest kultowy i można by mu śmiało pośwęcić osobny wpis, ale nie o tym miałem. Do sklepu zaszedłem by uzupełnić zapas piwa i – tradycyjnie – obczaić coś nowego. Jednak w kwestii IPA byłem raczej zdecydowany i jechałem po Rowing Jacka. Na miejscu okazało się, że niestety wyszedł, więc wystrzeliłem ‚to poproszę jakeś dwie IPY’. No i wśród nich był Břevnovský Benedict Speciální Polotmavý IPA 15% (chyba tak brzmi pełna nazwa, w sieci mało info o tym piwie). Cóż rzec, przyzwoita IPA, ale trochę zbyt ciężka w smaku. No i rozmiar tej butelczyny… Jednak tak treściwe piwo lepiej sobie dawkować w mniejszych porcjach, a ja pochłonąłem zawartość za jednym posiedzieniem (niby korek jest i można by zostawić ‚na później’, ale jakoś trzymam się zasady, że piwo raz otwarte powinno być raz wypite ;]). Jednakże – żeby nie było – smakowało mi, ale następną taką porcję przeznaczę raczej na towarzyskie cele.

Jestę blogerę

Słowo się rzekło, kobyłka u płota. Jak nastolatka w swoim różowym pokoiku piszę swój – w tym przypadku piwny – pamiętniczek, co by stare zwoje odpocząć mogły i w razie potrzeby z pomocą do kart wirtualnych zaglądały. Bloger ze mnie jak z koziej dupy trąba, dlatego spróbuję przynajmniej raz na tydzień (o ile będzie o czym pisać) coś tu wrzucać. Plan ambitny, zważywszy, że od podjęcia decyzji do pierwszego wpisu lekką reką 2 miechy – jak w pysk – strzeliły. Popijemy – zobaczymy…

Tyskie klasyczne czyli przyznajemy, że nasze pozostałe piwa to rzadka kupa

 Jak sięgałem po to piwo w sklepie to jakoś już czułem podskórnie, że szału nie będzie i dupska nie urwie. Z rezerwą podchodzę do rozpaczliwych prób naszej polskiej trójcy koncernowej do zaistnienia (prócz przejęć sprawdzonych marek) na nowym rynku piw pijalnych, który to wciął się – w niezmącony do tej pory dobrym smakiem – tort polskiego rynku piwnego. Jedyne, co mi się w tym piwie podoba, to bijąca z niego szczerość producenta krzyczącego: uwaga! zrobiliśmy nieoszukane piwo! (czytaj: reszta to woda z proszkiem do pieczenia + szczypta aromatu identycznego z naturalnym).

Pierwszy łyk – i wszystko było jasne. Same old story, ale (mam nadzieję, że to prawda) uczciwie zrobione ze składników, z których piwo powinno się robić. Dobre dla biednego hipstera na próbę podtrzymania lansu (choć taki Goldbrayner byłby turbo-hipsterski, a taniutki). Ja sięgnę tylko, gdy to będzie najlepsza opcja w lodówce, gdzieś, gdzie piwo spełnia funkcję herbaty.

Wiosłujący Jacek Placek

Wpis pierwszy będzie o piwie, które obecnie jest w moim prywatnym top 5. Piwo, które z dumą produkuje browar kontraktowy AleBrowar po prostu pozamiatało na polskim rynku. Inna sprawa, że jest ono typu IPA, w któym ostatnio posmakowałem, a które nie wszystkim przypada do gustu ze względu na dość srogą goryczkę zafundowaną przez sowitą dawkę chmielu. Swoją drogą historia powstania India Pale Ale miażdzy system i takie smaczki tylko dodają zacności temu trunkowi.

Podsumowując, solidna dawka pysznej goryczki, piwo, które można naprawdę degustować, nie polecam do zaspokajania pragnienia, bo nie o to w nim chodzi :)